środa, 4 marca 2015

Niech nic mnie nie dotyczy. Tak brzmi moja modlitwa.

Czas zacząć myśleć o sobie.
Mam wrażenie, że przez większość mojego życia troszczyłam się o innych bardziej niż o siebie. To dla nich potrafiłam poświęcić swoje plany i odłożyć na bok jasno przyświecające mi ideały. Motywację też najczęściej czerpałam z innych, zamiast uczynić ją najwyżej inspiracją. Osiągnęłam już ten etap życia, kiedy nie czuję już potrzeby robić czegoś, aby zaimponować innym. Jeśli mnie lubią taką, jaka jestem to fajnie… A jeśli nie, to ich pieprzona sprawa. 

Kluczowa jest dyplomacja. Sęk w tym, by powiedzieć komuś „spie*dalaj” w taki sposób, by poczuł podniecenie na samą myśl o zbliżającej się podróży. Również z facetom nie warto dawać taryfy ulgowej. Podobno trzeba ich kochać jak koty – głaskać, bawić się z nim, rozpieszczać i cieszyć się że w ogóle wracają do domu… I co później? Nic, zamieniają cię z piękny, ale zupełnie rozstrojony instrument, na którym nikt już nigdy dobrze nie zagra. 

Tak, więc trzeba jak najszybciej odróżnić miłość od niezdrowej fascynacji kobiety do nieodpowiedniego mężczyzny. A podobno amerykańscy naukowcy udowodnili, że od kłamania maleją p*nisy. Więc nie pytaj, co on zrobiłby bez Ciebie, bo byłoby to to samo, tylko, że z inną.
A co z tymi, którzy są uroczy i doceniają charakter? CHARAKTER? Nienawidzę takich lamusów. To ja tu inwestuję w ciuchy za 1200 zł, studiuję blogi modowe żeby być na bieżąco, maluję się przez dwie godziny przed wyjściem i jestem na diecie od 3 roku życia, a potem przychodzi taki i opowiada o charakterze. Gardzę twoim rodzajem.

Dlatego nie potrzebuję faceta. Potrzebuję 10 milionów dolarów i szybki metabolizm. Aha, no i 12 skrzynek wina. 

To takie fajne. Wystarczy użyć wyobraźni i możesz obwinić faceta, za wszystko co chcesz.

Popularne posty